1 Grudzień 2015

Cykl Idziemy z Maluchem na badania, cz. II.: „Co w laboratorium piszczy?!”

Druga część cyklu „Co w laboratorium piszczy”. Jak komunikować się z dzieckiem przed pobraniem krwi?

W procesie komunikowania się szalenie istotną kwestią jest przekazywanie informacji oraz ich treść. Kluczową rolę odgrywa sposób, w jaki przekazujemy dane treści dziecku. Tu ważne jest by zaistniała zgodność przekazów werbalnego i pozawerbalnego (mam tu na myśli komunikację niewerbalną, tj. mowę ciała, ton głosu, sposób chodzenia, postawę ciała, gesty, itp). Jeśli rodzic mówi do dziecka „wszystko będzie dobrze, nic Cię nie zaboli”, a mówiąc to sam jest zestresowany, to jego przekaz pozawerbalny, (który jak wspomnieliśmy wcześniej, jest instynktownie odbierany przez dziecko) jest taki: „uciekaj, bo zaraz stanie Ci się krzywda. Widzisz przecież, że nawet ja – dorosły się boję”.

W sytuacji niezgodności przekazów werbalnego i pozawerbalnego dziecko czuje się bardzo zagubione. Nie wie, co się tak właściwie dzieje i również instynktownie wybiera negatywną część przekazu i na niej koncentruje swe emocje. Wychwytuje zagrożenie i w sobie właściwy sposób reaguje płaczem czy atakiem histerii, by zaalarmować dorosłego i zmobilizować go do działania. Mówienie do dzieci w sposób niezgodny z mową ciała wprowadza chaos i lęk.

Zadaniem osoby dorosłej jest objaśnianie dziecku świata dookoła. Jasne i klarowne tłumaczenia wytwarzają w dziecku przekonanie, że rodzic wie, potrafi i odpowiednio zadziała, gdy trzeba będzie. Taki świat, przez pryzmat skutecznego rodzica, jest bezpieczny i przewidywalny dla dziecka. Buduje zaufanie i poczucie spokoju. Rodzic, który mówi jedno a pokazuje drugie nie jest klarowny i wiarygodny.

Warto przemyśleć więc sprawę i uczciwie zapytać siebie, o to dla kogo sytuacja badań jest rzeczywiście stresem? Posłużę się tu przykładem wizyty u dentysty. W wiekszości z nas, osób dorosłych nadal tkwi stereotyp bolesnego borowania i sadystycznego białego kitla. Rodzic, który idzie ze swoim dzieckiem na wizytę wnosi pewien ładunek emocjonalny, który może być negatywny. Często ze zdziwieniem patrzymy na swoją pociechę, chętnie otwierającą buzię i z uśmiechem schodzącą z fotela. Zapominamy bowiem, że od czasu naszych przykrych doświadczeń technika medyczna poczyniła znaczne postępy i że dziś leczenie nie musi wiązać się z bólem…

Druga wspomniana przeze mnie kwestia, to treść przekazu, czyli to, co mówimy dziecku. Warto przemyśleć, czy aby z całą pewnością możemy zapewnić dziecko, że wkłuwanie igły w rączkę nic nie zaboli. Dzieci, tak jak i dorośli różnią się wrażliwością układu nerwowego, co powoduje, że różnie odczuwają np. ból. To ważne, by obserwować swoje dziecko i wiedzieć, co jest dla niego przyjemne a co nie. Zastanówmy się nad tym, jakie poczucie wytwarzamy w dziecku, jeśli najpierw powiemy mu, że nic nie będzie bolało a potem ten ból się jednak pojawi… Rozumienie sytuacji przez dziecko jest takie: „rodzice nie mówią prawdy, więc następnym razem można się od razu rozpłakać, bo na pewno będzie bolało”.

Warto więc zaufać swojemu rodzicielskiemu instynktowi i przedstawić sytuację zgodnie z prawdą, na tyle na ile nasze dziecko jest w stanie ją zrozumieć. Należy pamiętać przy tym, o konkretnym poziomie myślenia dziecka i o tym, że nie trzeba w sposób dogłębny wyjaśniać wszystkich zawiłości procesu badań.

Wystarczy objaśnić po krótce, co się będzie działo jednocześnie starając się wytworzyć w dziecku poczucie, że nie jest to sytuacja zagrożenia, choć może być trochę nieprzyjemna. Warto mieć na uwadze to, że dziecko, które skaleczy się w kolano w trakcie zabawy nie wpada w taką panikę jak czasami ma to miejsce w kolejce do pobierania krwi…

Agata Wojciechowska-Papuga Psycholog, psychoterapeuta psychodynamiczny, socjoterapeuta.Współwłaściciel Gabinetu Pomocy Psychologicznej Grupy GAPPS w Krakowie