28 Styczeń 2017

Interdyscyplinarne podejście do pacjenta oczami dietetyka

Wywiad z Panią Bożeną Kropką

Proszę powiedzieć, jak wygląda obecnie podejście dietetyka do pacjenta z nadwrażliwością pokarmową, taką jak celiakia czy nietolerancja laktozy. Co się zmieniło na przestrzeni ostatnich lat?

Trudno mi powiedzieć, bo od początku mojej pracy zawodowej, czyli od blisko 15 lat, zajmuję się również alergiami i nietolerancjami pokarmowymi. Z nietolerancjami pokarmowymi spotkałam się pierwszy raz, pracując z pacjentami onkologicznymi, którzy po chemioterapii cierpieli na niedobory enzymów trawiennych, efektem czego były czasowe nietolerancje pokarmowe. Dzisiaj wiem, że nie tylko chemioterapia prowadzi do nietolerancji pokarmowych. Myślę, że obecnie żaden dietetyk bez wiedzy na temat nietolerancji pokarmowych po prostu nie jest w stanie pracować.

A czy w ciągu tych 15 lat zauważyła Pani zmiany w podejściu do pacjenta z nietolerancjami pokarmowymi? Chodzi mi o podejście dietetyków do rekomendowanych diet czy konkretnych badań diagnostycznych.

Właściwie nie mam pacjentów, którzy chcą się tylko odchudzać, którzy chcą zastosować dietę w celach kosmetycznych czy profilaktycznych, a oni, być może, nie potrzebują diety eliminacyjnej. Do mnie większość pacjentów zgłasza się z chorobami autoagresyjnymi. Nie pomagają im żadne leki i bez eliminacji szkodliwych produktów leczenie nie jest możliwe. W tej chwili zmieniło się żywienie, pokarmy nie są takie jak kiedyś i dlatego tak dużo jest nietolerancji pokarmowych. Nie da się w dzisiejszych czasach pracować bez eliminacji produktów, które pacjentom szkodzą – to jest podstawa leczenia różnego rodzaju schorzeń dietozależnych.

Proszę powiedzieć, jakie przesłanki skłaniają Panią do zalecenia pacjentowi diety bezglutenowej. Czy są jakieś badania diagnostyczne, które są przydatne w praktyce dietetyka?

Kiedy opracowywałam program 6 kroków wyjścia z alergii, opierałam się tylko na danych Profesora Sochy z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie wskazujących, że pacjent, który ma problemy jelitowe czy chorobę autoagresyjną, powinien zastosować dietę bezglutenową. Wtedy nie było badań potwierdzających, czy pacjent ma nietolerancję glutenu czy celiakię, opierano się tylko na przeciwciałach endomyzjalnych, przeciwgliadynowych i przeciw transglutaminazie tkankowej, ale bardzo rzadko zdarza się, że pacjent ma te przeciwciała dodatnie. Każdy pacjent, który się do mnie zgłaszał i przechodził na zalecenia 6 kroków wyjścia z alergii, stosował dietę bez glutenu, mleka i cukru.

Później weszły badania genetyczne. Dzięki nim jest o wiele łatwiej, bo 80% moich pacjentów ma niezdiagnozowaną celiakię. Najczęściej przychodzą do mnie pacjenci z poważnymi dolegliwościami, więc ustalam, w jakim miejscu marszu alergicznego jest pacjent, i szukam sposobu, by go zatrzymać. Badania genetyczne bardzo się tu przydają, choć oczywiście można mieć gen celiakii i nie chorować. Zdarzają się też pacjenci, którzy mają dodatnie przeciwciała, a wynik badań genetycznych jest negatywny. Mam np. małego pacjenta z atopowym zapaleniem skóry w bardzo ciężkim stanie. Okazało się, że ma on całkowite IgE w normie, ale ma 2 geny celiakii – było więc dla mnie oczywiste, że dziecko ma chorobę Duhringa.

A jaka jest świadomość trafiających do Pani pacjentów? Zazwyczaj są oni w stadium zaawansowanym choroby. Czy trafiają do Pani gabinetu jako do specjalisty pierwszego kontaktu, czy już wcześniej diagnozowali się u lekarza, a do Pani przychodzą, aby dopasować dietę. Czy przed przyjściem do Pani szukali już gdzieś pomocy?

Zazwyczaj jestem ostatnią osobą, do której pacjent przychodzi. Zwykle szukał już pomocy, ale bezskutecznie, dlatego zajmuję się diagnozą i szukaniem przyczyn jego dolegliwości.

Czyli trafiają do Pani pacjenci z określonymi dolegliwościami i jakąś historią medyczną z wcześniejszego okresu leczenia?

Tak, pacjent przychodzi z epikryzami ze szpitala, z różnymi dietami, które u niego stosowano. A ja i tak zaczynam od początku. Często też borykam się z leczeniem skutków ubocznych niewłaściwego leczenia. Muszę więc nie tylko pacjenta zdiagnozować i przeszkolić, aby nauczył się gotować, ale też dowiedzieć się, jakie spustoszenie przyniosły w jego organizmie nadmiernie stosowane leki. Jest to mozolna i trudna praca.

Takie wyprowadzanie pacjentów dotyczy właśnie nietolerancji pokarmowych czy też innych schorzeń autoimmunologicznych?

Do mnie przychodzi zwykle pacjent już zdiagnozowany pod kątem jakichś schorzeń metabolicznych, ale poddany niewłaściwej terapii i na źle dobranej diecie. 80% chorób, na jakie człowiek zapada, to choroby dietozależne – układ immunologiczny zależy od tego, jak funkcjonują jelita. Jeśli trafia do mnie pacjent z chorobą Hashimoto, leczony od lat, ze zniszczoną tarczycą – ja tej tarczycy za pomocą diety nie odbuduję, ale zatrzymam postęp choroby. Zawsze leczenie pacjenta zaczynam od regeneracji jelit. Dlatego opracowałam 6 kroków wyjścia z alergii, które dotyczą regeneracji jelit i odbudowy flory bakteryjnej. W chwili powstania koncepcja ta była całkowitą innowacją. Po wydaniu tego programu groziło mi nawet usunięcie z Polskiego Towarzystwa Dietetyki, a dzisiaj okazało się, że był to dobry kierunek.

Jaka jest Pani zdaniem rola lekarza, a jaka dietetyka w opiece nad pacjentem z nietolerancją pokarmową, jak celiakia czy nietolerancja laktozy?

To musi być współpraca. Nie tylko lekarza i dietetyka, ale również psychoterapeuty i fizjoterapeuty, bo stan pacjenta bywa tak ciężki, że prowadzenie pacjenta w pojedynkę może być bardzo ryzykowne.

Musi to więc być zespół interdyscyplinarny.

Tak, nie możemy sami prowadzić pacjentów. Musiałam dowiedzieć się dużo na temat leków, na temat skutków działania substancji czynnych i czasami trzeba było ingerować w ich działania. Jeśli pacjent dostaje omeprazol i jego skutkiem ubocznym przy dłuższym stosowaniu jest to, że pacjent przestanie wytwarzać kwas solny, co zaburzy rozkład białek i doprowadzi do alergizacji na nie – to ten lek trzeba ograniczyć albo wycofać. Konieczna jest tu współpraca dietetyka z lekarzem – dla dobra pacjenta. Lekarze oczywiście zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa ze strony leków, ale nie bardzo wiedzą, co zrobić, aby uśmierzyć dolegliwości pacjenta – w tym przypadku, aby nie miał zgagi. I tu z pomocą przychodzi dietetyk.

Myślę, że bliższą współpracą lekarzy i dietetyków mogą zaowocować interdyscyplinarne spotkania i konferencje. Co jeszcze musiałoby się stać, aby ta współpraca zaistniała?

Myślę, że tę współpracę wymuszą w końcu pacjenci, bo oni widzą przecież, że od kilku lat się odczulają i nie przynosi to efektów. Ktoś ma celiakię, a odczula się na trawę i je gluten – nic dziwnego, że nie ma efektów. Pacjenci mówią, że w poczekalni poradni alergologicznej widzą plakat o alergiach krzyżowych, a lekarz im nie mówi, że gdy kwitnie brzoza, to trzeba wyeliminować z diety np. jabłko.

Jeszcze się nie zdarzyło, aby jakiś lekarz spośród tych, z którymi współpracuję, podważał moje zalecenia dotyczące glutenu, mleka i cukru. Zawsze podczas rozmowy z nimi miałam przy sobie materiały Profesora Sochy dotyczące słuszności stosowania tej diety.

Wydałam książkę „Pokonaj alergię”, która zawiera informację na temat mojego programu. Na pewno jest to doskonałe narządzie dla lekarzy, dietetyków ułatwiające pracę, ale i tak potrzebne są dobre szkolenia, na których nie może zabraknąć praktyków i wniosków płynących z najnowszych odkryć i najnowszych spostrzeżeń z naszej codziennej pracy. Lekarze nie mogą też zamykać się w obrębie swoich specjalizacji, np. nefrolog nie może nie interesować się jelitami. My, dietetycy, staramy się postrzegać pacjenta całościowo.

Czyli byłoby optymalnie, gdyby do dietetyka pacjent trafiał zdiagnozowany przez lekarzy, po wykonaniu szeregu badań i testów laboratoryjnych, a u dietetyka uczył się diety terapeutycznej?

Tak byłoby optymalnie dla wszystkich, przede wszystkim dla pacjenta.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Dorota Musiał
EUROIMMUN POLSKA Sp. z o.o.

www.euroimmun.pl
Wywiad pochodzi z blog.euroimmun.pl, wykorzystany za zgodą firmy Euroimmun.